Ślady z kamieni (1994)

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /w.koza/templates/forte/vertex/responsive/responsive_mobile_menu.php on line 158

25 maja 1994 r. w Muzeum Nysie odbyła się prezentacja drugiego tomiku zatytułowanego „Ślady z kamienia". Jest to zbiór wierszy „nyskich", opiewających miasto, które poeta ukochał, któremu zawdzięczał wiele dobrego. Spłacał w ten sposób dług wdzięczności.

j kozarzewski okladka 1994Nyski poeta Wincenty Jakubowski napisał, że autor: pozostawił również trwały ślad w naszych sercach. Dopóki je zachowamy, dopóty żył będzie. Zebrane w tomiku utwory to poetycki opis dzieł architektury, tak licznych w mieście. W zbiorku znalazło się 14 wierszy powstałych latem i jesienią 1993 r. Wspomnieć by należało, że wiersze te bogato ilustrowały artystki nyskiego środowiska plastycznego: Mieczysława Kamińska, Monika Kamińska-Radomańska i Jolanta Tacakiewicz. Do wierszy dołączone są szczegółowe, obszerne przypisy autorskie, zawierające wiele dodatkowych informacji o opisywanych miejscach.

Poetycki opis okazuje się być sposobem na utrwalenie dzieł architektury i malarstwa. Poeta niczym wytrawny przewodnik zaprasza nas na spacer ulicami swojego miasta. Przestrzeń miasta ulega ciągłej transformacji, ale słowa poety utrwaliły obraz miasta sprzed lat. Zatrzymajmy się na chwilę na Rynku widzianym oczyma poety:

Przy rynku, z trzech pierzei, tylko jedna krótsza,

piętrząc w swych czterech szczytach świetność zeszłych wieków,

wiąże się w piękną całość z zabudową środka,

gdzie cztery kamieniczki żyją pod opieką

budynku Starej Wagi, której ciąg podcienia

mógł służyć tu do wjazdu wozom przy ważeniach.

Czwartej pierzei nie ma. Tam znad dna ulicy,

znad kruchty i witraży świeci czoło szczytu

świątyni wzwyż idącej, od bryły dzwonnicy

wzrośniętej w bruk kostkowy z szarego granitu.

To wszystko, co tu oczy urodą zaczepia -

- ciąg innych domów w całość czas powojnia zlepiał

Nie przypuszczał, że po latach powróci do Nysy ratusz z przylegającymi do niego kamienicami, bo w jego poetyckim zapisie pobrzmiewa pewność, iż nic i nikt nie jest w stanie odtworzyć tego, co uległo, wydawałoby się, nieodwracalnemu zniszczeniu:

Nie ma tej wieży, pnącej się w górę (…)

Nie ma iglicy, bijącej w niebo jak krzyk radości, (…)

Nie odbuduje już nikt tej wieży. (…)

Pójdźmy z poetą na spacer ulicą Celną. Zaczynamy więc wędrówkę od kościoła pw. Zwiastowania NMP i dochodzimy do fontanny Trytona, a nawet idziemy dalej aż do Pięknej Studni. Wiersz „Przejście ulicą Celną” to nie tylko opis architektury, to również zapis historii, która także i tutaj odcisnęła swoje piętno:

Dziś z tych szczytów, widocznych z ulicznego gardła,

zbyt skromna odbudowa część blasków odarła.

Wrażliwość poety, refleksyjność oraz wiedza historyczna sprawiają, że pragniemy razem z nim wędrować po Rynku Solnym, podziwiać architekturę kościoła pw. św. św. Piotra i Pawła:

Cud baroku o bryle zlepionej przez mistrza,

ogarnięty harmonią wielkiej równowagi

jakby wyczarowany znajomością magii,

gdzie obraz jawi twórcy czarodziejski kryształ.

a także zadumać się nad przemijaniem, czytając epitafia na płytach nagrobnych biskupów wrocławskich (władców Księstwa Nyskiego) w kościele pw. św. św. Jakuba i Agnieszki. Nyskie wędrówki Kozarzewskiego wskazują znane miejsca, odsłaniają ich historię, przywołują zdarzenia i ludzi, tworzących tę historię. Niewątpliwie zbiorem wierszy poświęconych „Mojemu Miastu” wpisał się poeta na trwałe w przestrzeń tego miasta, które pokochał i uznał za swoje, jak pisał: Ale własna jest tylko ziemia dotknięta piórem poety.  

Po wydaniu tego tomiku poeta tworzył kolejne wiersze. Do końca życia utrzymał decyzję pisania wierszem zamkniętym w rytmie. Dzięki temu zachowały się wiersze tworzone przez 10 lat więzienia, gdyby były to wiersze białe, nie zachowałyby się w pamięci. Powstające wiersze […] towarzyszyły odzyskaniu poczucia wspólnoty, nowym nadziejom, nowym obawom. Gromadziły się w domowych zbiorach.

Głowę miał pełną planów. Chciał wydać dwa kolejne tomiki. „Jabłko Ewy” miało być zbiorem nowych sonetów miłosnych. Natomiast tomik „Nadpęknięte ogniwo” chciał wypełnić wierszami poświęconymi sztuce. Jednak nie zdążył.

Gdyby debiut poetycki Jerzego Kozarzewskiego miał miejsce co najmniej kilkanaście lat przed jego śmiercią, a poeta miałby możliwość tworzenia bez politycznych ograniczeń, na pewno wpisałby się do panteonu opolskich twórców.